Sprawcy bezprecedensowej serii terrorystycznych ataków w Paryżu chcieli zabić jak największa liczbę osób. Tak francuscy eksperci komentują przerażający bilans zamachów - co najmniej 128 osób zabitych i ponad 200 rannych, w tym ponad 99 ciężko. Podkreślają jednak, że liczba ofiar mogła być dużo większa. Wszystko wskazuje na to, że terroryści samobójcy, którzy dokonali zamachów bombowych koło Stade de France, doprowadzili do eksplozji za wcześnie.

Policja zakazała przerwania meczu po eksplozjach, by kibice pozostali jak najdłużej na stadionie /UWE ANSPACH /PAP/EPA

 

W czasie meczu Francja - Niemcy na Stade de France znajdowało się aż kilkadziesiąt tysięcy osób. Jeżeli doszłoby do eksplozji w momencie, kiedy ze stadionu wychodziły tłumy kibiców, liczba ofiar mogłaby być wielokrotnie wyższa.

Z niewiadomych na razie przyczyn zamachowcy-samobójcy doprowadzili do wybuchów w czasie meczu i koło stadionu zginęło kilka – zamiast być może kilkuset osób. Jednocześnie policja zakazała przerwania meczu po eksplozjach, by kibice pozostali jak najdłużej na stadionie – wypuszczano ich stopniowo dopiero po przeczesaniu okolicy przez funkcjonariuszy.

Według ekspertów – w przeciwieństwie do styczniowych zamachów na redakcje „Charlie Hebdo” i koszerny supermarket – tym razem wybrane miejsca ataków nie miały charakteru symbolicznego – terroryści ostrzelali np. restaurację o nazwie „Mała Kambodża”, której klientami jest wielu imigrantów z Azji – chodziło po prostu o zamachy najbardziej zatłoczonych miejscach.

 

Trzy eksplozje na stadionie Stade de France. Kibice w popłochu uciekali z trybun (CNN/x-news)